piątek, 11 października 2013

Powrót ;)

 Witajcie :)

 Kiedyś już miałam założonego bloga kosmetycznego, nawet o podobnej nazwie :). Nie pamiętam już z jakich przyczyn, ale usunęłam go :). Od kilku dni zastanawiałam się nad "powrotem" i tak też zrobiłam ;). Zaimportowałam posty ze starego bloga, niestety nie ma zdjęć, ale sama treść może wystarczy. Postaram się jak najszybciej napisać jakieś nowe recenzje, jednak myślę, że będzie to dopiero jakoś w przyszłym tygodniu. Do tego czasu postaram się ogarnąć jakoś wygląd bloga itp.

 Ogólnie to ten blog założyłam głównie dla siebie, żeby móc zapisywać co mi się podoba, a co nie. Mam jednak nadzieję, że skorzystają z niego także inni.

 Zapraszam do komentowania i proponowania kosmetyków do recenzji.

Pozdrawiam ! :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Lakier do paznokci 60 SECONDS - Rimmel

 Już bardzo dawno temu miałam napisać posta na temat tych lakierów, ale jakoś nigdy nie miałam czasu, żeby pomalować sobie nimi paznokcie i zrobić im fotki ;). Ja posiadam w swojej kolekcji lakierów trzy kolory z serii 60 SECONDS. Są to: 260 Funtime Fuschia, 315 Ready, Aim, Paint! i 500 Caramel Cupcake.  Kolory są lśniące, nieperłowe, chociaż w Cupcake można dostrzec jakieś małe, lekko świecące drobinki, ale to widać dopiero jak się dobrze przyjrzymy ;).
 Fotka poniżej troszkę podrasowana, ale dzięki temu bardziej oddaje rzeczywiste kolory ;).


 Lakier ma pojemność 8 ml i kosztuje około 6-8 zł w zależności od sklepu i promocji.


 Pędzelek jest w sumie troszkę krótki, ale dzięki temu, że jest płaski bardzo wygodnie się nim maluje. Myślę, że nawet mniej sprawne w malowaniu paznokci poradzą sobie bez problemu. Lakier jest rzadki i łatwo się nim pokrywa paznokieć, nie lejąc się przy tym jakoś bardzo mocno na skórki i nie zostawiając smug. Beżowy tylko już mi zgęstniał i teraz już dużo ciężej mi się nim maluje, ale muszę przyznać, że używałam go sporo i po prostu zostało go już na dnie, przez co jest mniej przyjemny w użytkowaniu ;).
 Jak to jest z tym schnięciem ? Rzeczywiście schnie ekspresowo, nie wiem czy 60 sekund, ale pewnie coś koło tego ;).
 Jak z trwałością ? Ja zazwyczaj używam na niego jakiegoś topcoata i wtedy spokojnie trzyma się 6 dni. Pod koniec zaczyna trochę pękać, ale to jak każdy lakier ;). Kilka razy stosowałam go samego i trwałość zależała od intensywności działań ;). Było tak, że lekko się ścierał drugiego dnia, ale było tez tak, że trzymał spokojnie 4 dni. Co najważniejsze - on się ściera, a nie odkleja się od paznokcia. Szybkoschnące lakiery z którymi miałam do tej pory do czynienia schodziły całe z paznokcia już na drugi dzień. Ten się trzyma całkiem długo ;).
 5 x mocniejsze paznokcie ? Sama nie wiem, może coś w tym jest, aczkolwiek nic spektakularnego nie zauważyłam w poprawie kondycji moich paznokci. Muszę jednak tu zaznaczyć, że obecnie mam dość mocne paznokcie po kuracji NailTekiem, więc może na mnie po prostu to wzmocnienie paznokci już nie działa ;).
 Czy polecam ? Tak, jest to najlepszy lakier szybkoschnący jaki używałam. Wystarczy jedna warstwa, błyskawicznie schnie, nie rozlewa się po paznokciu, nie tworzy smug, trzyma się też dostatecznie dobrze jak dla mnie. Jeśli mamy mało czasu albo mało ochoty na bawienie się z paznokciami to to jest super sposób, aby paznokcie wyglądały ładnie, a żebyśmy się nie napracowały ;).

Clinique - All About Eyes

 Kolejny kosmetyk z listopadowego GlossyBox, jeśli chcecie znać resztę produktów, zajrzyjcie TUTAJ.


 Tego kremu pewnie nikomu nie trzeba przedstawiać, ale dla tych, którzy nigdy nie mieli z nim styczności - od producenta:
Lekki krem pod oczy zmniejszający widoczność opuchnięć, cieni i drobnych linii. Kremowo-żelowa formuła sprawia, że makijaż oczu dłużej się utrzymuje. Do stosowania rano i wieczorem, pod oczy i na powieki. Przetestowany okulistycznie.

 W pudełku znalazł się słoiczek o pojemności 5 ml. Oryginalny produkt ma 15 ml i kosztuje 165 zł. 


 Co tu dużo mówić, w 100% zgadzam się z producentem. Krem jest bardzo lekki o takiej konsystencji jaką lubię, czyli własnie kremowo-żelowej, dzięki której świetnie nawilża i koi skórę. W znacznym stopniu zmniejsza widoczność cieni i opuchnięć pod oczami, które mam bardzo mocno widoczne i zawsze miałam problem z ich ukryciem. Teraz może jeszcze nie zniknęły, ale naprawdę są dużo mniejsze i łatwiejsze do ukrycia przez korektory itp. Jak jest ze zmarszczkami to szczerze mówiąc nie wiem, zmarszczek jeszcze nie posiadam, a na te mimiczne nie zwracam uwagi, bo chyba bym oszalała, gdybym miała się nimi przejmować ;P. Dzięki żelowej formule dużo fajniej trzyma się też podkład czy korektor pod oczami. Nie roluje się i nie wchodzi w zmarszczki. 
 Jest to najlepszy krem pod oczy jaki używałam. Cena może i trochę wysoka, ale krem jest tak wydajny, że myślę, że gdy te 165 zł rozłożymy na ilość miesięcy na które nam starczy to nie będzie aż tak źle, jak się wydaje. Ja tej próbki używam od kiedy dostałam Glossy, czyli od ponad dwóch tygodni. Fakt, używam go tylko na dzień, ale za każdym razem biorę go za dużo. Póki co w ogóle nie zauważyłam ubytku w kremie, więc myślę, że jeszcze trochę mi posłuży! Na pewno napiszę kiedy się skończy, sama jestem ciekawa na jak długo starczy ;).

 A jaki jest wasz ulubiony krem pod oczy ? Z czym macie największy problem w okolicach oczu ? Czy może jesteście tymi szczęściarami, które mają piękną i gładką skórę pod oczami, bez żadnych cieni czy opuchnięć ? ;)

 Pozdrawiam ! ;)

Beauty Face - MOOYA - Maska + Serum Efekt Peelingu Kwasy Owocowe

 Dzisiaj kolejna recenzja produktu z październikowego GlossyBox, a mianowicie maseczki z linii MOOYA. Cena to 15,90 zł za jedną maskę.


  MOOYA to seria wyjątkowo skutecznych profesjonalnych zabiegów pielęgnujących skórę stworzonych na bazie naturalnych aktywnych składników, bez dodatku sztucznych barwników, konserwantów oraz perfum. Każdy zabieg złożony jest z intensywnie działającej maski na twarz i szyję lub na dłonie, stopy i biust w postaci delikatnego bawełnianego płata o kształcie ciała, silnie nasączonego naturalnymi substancjami czynnymi oraz aktywnego serum wykańczającego zabieg, o działaniu odmładzającym i poprawiającym skórę stworzonego na bazie kolagenu, bio-złota i ceramidów.

 MOOYA Bio Organiczny Zabieg "Efekt Peelingu"
Peelinguje - przyspiesza złuszczanie i usuwanie obumarłych komórek, silnie nawilża, przyspiesza odbudowę kolagenu, witaminizuje, rozjaśnia plamy i przebarwienia, zmniejsza zmarszczki i poprawia elastyczność i jędrność.

Składniki aktywne: Kompleks roślinnych kwasów, Kwasy owocowe AHA, kompleks multiwitaminowy, faktor nawilżający, wyciąg z dzikiej chryzantemy.

Skład: 


 Zacznę od tej bawełnianej maski, którą nakłada się na twarz.


 Ogólnie jest w porządku. Tylko musimy leżeć bez ruchu, żeby dobrze pokrywała całą twarz, szyję i dekolt, ponieważ maseczka jest bardzo obficie nasączona i po prostu spływa troszkę z twarzy. Jeśli się za dużo nie ruszamy jest ok, chociaż i tak cały czas spadał mi fragment maseczki na usta.
 Gdy mamy nałożona maseczkę na twarz rzeczywiście czuć działające na nią kwasy. Po zdjęciu bawełnianego płata na twarzy wciąż pozostaje nam sporo maseczki, którą należy zmyć, aby nałożyć serum. Po zdjęciu maseczki, a jeszcze przed nałożeniem serum czuć, że skóra jet bardzo dobrze oczyszczona i odświeżona, jest uczucie takiego odżycia skóry.
 Serum jest dość tłuste, wydaje mi się, że takie troszkę jakby woskowe. Szczerze mówiąc nie wiem co dało to serum, ja chyba wolałabym nałożyć sobie jakiś inny krem czy serum, ale wierzę, że akurat to serum jest najlepsze ;).
 Jakie mam ogólne wrażenia po użyciu maseczki ? Oczywiście jak najlepsze ! Maska jest świetna, efekt peelingu widoczny bardzo dobrze. Skóra jest czysta i świeża, czuć jak swobodnie oddycha :). Chętnie spróbowałabym jeszcze innych masek z tej serii. Cena wydaje się dość duża jak za jedną maskę, ale wydaje mi się, że warto sobie od czasu do czasu zafundować taką przyjemność ;). Jeżeli kogoś nie stać lub komuś żal pieniędzy na zabiegi u kosmetyczki, ta maseczka jest fajną alternatywą ;).

 Miałyście do czynienia już z maseczkami z tej serii ? Może chciałybyście spróbować ? A może znacie jakieś inne maseczki tego typu, które mogłybyście polecić ?

 Wiem, że post jest trochę nieskładny i nie wszystko przekazuje, więc jak coś chcecie wiedzieć to pytajcie, chętnie odpowiem na wasze wątpliwości ;)

 Pozdrawiam ! 


niedziela, 25 listopada 2012

Bazy pod cienie do powiek - ArtDeco, Cashmere, Inglot

 Miałam zamiar napisać recenzję bazy pod cienie, którą znalazłam w listopadowym GlossyBox. Postanowiłam więc, że napiszę jeszcze o bazie z ArtDeco, którą pewnie wszystkie świetnie znacie oraz o Duraline z Inglota, który też pewnie jest znany przez większość z was ;).

 Zacznę od bazy Cashmere, która pojawiła się w GlossyBox, który opisywałam TUTAJ


 Pierwsze co muszę przyznać to to, że pojemniczek jest dużo bardziej poręczny od tego z ArtDeco. W przypadku tej bazy nie ma problemu z wydostanie produktu z pojemnika, ponieważ jest niski i szeroki, co na pewno ułatwia wydobycie bazy, szczególnie gdy posiada się długie paznokcie ;).


 Jeżeli chodzi o konsystencję to baza jak baza, chyba nie ma się co rozpisywać. To co najważniejsze to nie roluje się, przynajmniej teraz, póki jest świeża. Dobrze się rozprowadza, ale trzeba uważać, żeby nie nałożyć jej za dużo.
 Najważniejsze, czyli działanie. Baza jest raczej średnia. Cienie trzymają się lepiej, trochę dłużej, nie rolują się tak mocno, ale nie utrzymuje się to wszystko tak długo jak powinno. Po kilku godzinach widać, że cienie się rolują i lekko rozmazują, w dużo mniejszym stopniu niż w przypadku niezastosowania żadnej bazy, ale jednak. Dlatego oceniam bazę jako średniaka, na pewno lepiej ją nałożyć niż zostawić powieki bez bazy, ale nie można się spodziewać spektakularnych efektów. Bardzo dobrze spisała się na co dzień pod kredkę i do tego mogę wam polecić. Jeśli nie korzystacie z cieni do powiek, a raczej robicie kreski, to na pewno będziecie zadowolone z tej bazy. Cena takiej bazy to 27 zł za 7 g.

 Teraz pora na bazę ArtDeco


 Pisząc o Dax Cosmetics mówiłam o plusie za pojemniczek, tutaj niestety wielki minus. Oczywiście pojemniczek jest bardzo fajny, mały, poręczny, jednak gdy troszkę zużyjemy już bazy lub mamy długie paznokcie, bardzo trudno jest wydobyć bazę ze słoiczka. 


 Ponownie o konsystencji rozpisywać się nie będę. Muszę tylko napisać o tym, że jeśli baza jest nieco starsza to ciężko ją dobrze rozsmarować. Wydaje mi się, że na początku tez tak było, jednak tego już nie pamiętam, ponieważ bazę mam już dość długo, na co właśnie obecnie zwalam to niewygodne nakładanie - jest za stara i zrobiła się lekko tępawa.
 Jednak to wszystko to nie jest problem, ponieważ baza jest świetna, cienie utrzymują się mega długo i to w różnych warunkach. Myślę, że większość z was zna ten produkt i podziela moją opinię. Naprawdę nie warto kupować żadnej innej bazy, ta jest najlepsza i w dodatku w bardzo niskiej cenie, nie pamiętam ile dokładnie kosztowała, ale chyba coś koło 30 zł za 5 ml. Muszę jeszcze dodać, że baza jest bardzo wydajna, ja ją mam już bardo długo, a jak widać na zdjęciu niewiele jej zużyłam, chociaż też nie używam jej jakoś szczególnie często, bo na co dzień raczej nie używam cieni :).
 W każdym razie, dzięki tej bazie cienie pozostaną na miejscu przez długi czas i w każdych warunkach ;).

 Ostatnia rzecz to Duraline z Inglot. Nie jest to typowa baza pod cienie. Duraline ma wydobywać kolor cieni i przedłużać ich żywotność na powiece, jednak nie nakłada się go bezpośrednio na powiekę, a na pędzelek z cieniami :). Podobno nadaje się także do pudrów, bronzerów itp.



 Duraline ma postać olejku, który sprawia, że cień staje się wodoodporny i żywszy. Do dozowania służy mała pipeta, którą możemy sobie odmierzyć potrzebną ilość.Niestety jeżeli chcemy rozprowadzić cień na całej powiece lub pomieszać różne kolory ze sobą, będziemy mieć z tym problem. Po użyciu Duraline rzeczywiście mamy piękny, żywy i głęboki kolor, jednak aplikacja jest bardzo trudna, przynajmniej dla kogoś początkującego jak ja ;). Dlatego też jako bazę do cieni stosuję zdecydowanie ArtDeco, ale do rysowania kresek Duraline jest niezastąpiony ! Dzięki niemu nie musimy mieć stosów eyelinerów w różnych kolorach. Wystarczy cień do powiek i ten magiczny olejek Inglota ;). Kreski mają mocny kolor, nie bledną i nie rozmazują się. Efekt jest często jest dużo lepszy niż w przypadku zwykłego eyelinera. Naprawdę polecam ten produkt do malowania kresek. Przede wszystkim jest bardzo wydajny, a kosztuje około 20 zł.
 Jedynym minusem tego produktu jest to, że jeżeli olejek dostanie się na cień to w tym miejscu staje się twardy i średnio da się go później używać. Dlatego najlepiej najpierw nałożyć sobie gdzieś Duraline, a później zamaczać tam pędzelek z cieniem.
 Muszę także wspomnieć o tym, że nie da się dokręcić flakonika. Tak jest przynajmniej u mnie, ale czytałam kilka opinii, gdzie także pisano, że nie da się go dokręcić. Dlatego trzeba uważać przy podróżowaniu, żeby się nie wylał, ale w sumie jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło ;).

 A Wy używacie jakiejś bazy pod cienie ? Korzystacie w ogóle z cieni do powiek ? ;)

 Pozdrawiam ! ;)