Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AVON. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AVON. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 listopada 2012

Avon Planet Spa Turkish Thermal Baths - Czarne Mydło

 Dzisiaj recenzja, nad którą waham się od dawna i póki co dalej nie jestem przekonana co do tego produktu, ale pora coś napisać, ponieważ olejek (RECENZJA) i maseczkę (RECENZJA) z tej serii już dawno wypróbowałam i zrecenzowałam, a cały ten zestaw zamówiłam właśnie z powodu czarnego mydła, w którym pokładałam duże nadzieje ;P.


 Mydło znajduje się w dużej, miękkiej tubie, która jest wygodna w użyciu, ale nie wiem czy do tego produktu nie lepiej nadałby się jakiś inny pojemnik, ponieważ nie wiem jak będzie z wygodą użytkowania w momencie, gdy mydło będzie się już kończyć ;).



 Mydło kojarzy mi się z minerałami z Morza Martwego, które kiedyś dostałam, tylko tak nie śmierdzi ;). Na zdjęciu widać, że mydło jest na tyle gęste i zbite, że po wyciśnięciu nie rozlewa się i nie spływa. Po rozsmarowaniu widać, że przypomina trochę błoto ;). 

 Skład:




 Pierwsze co muszę powiedzieć to, że mydło to jest lekkim peelingiem (chyba jak większość czarnych mydeł, ale nie wiem, bo nie korzystałam z żadnego innego, ale chyba wszystkie, które do tej pory widziałam były peelingujące ;)) co nie zostało nigdzie napisane, a chyba jest to dość ważna informacja. 
 Zapach w ogóle mi się nie podoba, jak dla mnie jest bardzo męczący, ciężki i duszący, ale wiadomo, to kwestia gustu.
 Podczas używania trzeba uważać ze względu na to, że mydło to bardzo brudzi wszystko dookoła. Kiedyś po kąpieli zapomniałam je zmyć od razu z powierzchni wanny i jak sobie przypomniałam po pół godzinki może godzinie to musiałam zmywać je już cifem ;P.
 Wrażenia po użyciu ? Skóra rzeczywiście jest oczyszczona, gładka i przyjemna w dotyku. Według mnie jednak efekt ten jest bardzo krótkotrwały i nie jest szczególnie spektakularny. Uważam, że są dużo lepsze peelingi czy żele, olejki pod prysznic, które są przyjemniejsze w użyciu ze względu na zapach itp i które lepiej pielęgnują skórę.
 Czy je polecam ? Nie wiem, sama nie wiem co mam o nim myśleć, sama nie wiem czy jestem z niego zadowolona czy nie. Mam bardzo mieszane uczucia, dlatego też liczę na wasze opinie na temat tego produktu. Może ja za wiele od niego oczekiwałam, może nie potrafię go docenić lub źle go używam? Nie wiem. Dawno nie miałam takiego produktu, o którym nie wiedziałabym co powiedzieć :P.

 Piszcie jakie są wasze opinie na temat tego mydła, jestem ich bardzo ciekawa ;). Zapraszam też do przeczytania recenzji olejku i maseczki z tej samej serii, które są już dużo bardziej konkretne od tej powyższej ;). Linki znajdują się na początku postu ;).

 Pozdrawiam !


wtorek, 6 listopada 2012

Moje aktualne podkłady

 Tak jak obiecałam dzisiaj post o moich obecnych podkładach ;)


 Od lewej:

1. Avon, Podkład rozświetlająco-antystresowy, cream - na pewno nie rozświetla, a co ma oznaczać, że jest antystresowy to nie wiem, ale tego pewnie też nie robi ;P. Podkład nie tworzy maski, kolor jakoś zgrywa się z odcieniem skóry (albo ja mam tak idealnie dobrany kolor podkładu do cery :P). Jak dla mnie jednak jakby wysusza trochę skórę. Wchodzi w zmarszczki i pory, dzięki czemu jeszcze bardziej je podkreśla. Jeśli chodzi o trwałość to nie zauważyłam, żeby jakoś szczególnie mi schodził z twarzy, więc z tym chyba nie jest tak źle. Ogólnie jednak jak dla mnie jest słaby i kompletnie nie wiem dlaczego jest hitem Avonu. Do tego jeszcze ta pompka... żeby wycisnąć porcję na całą twarz trzeba się trochę ponaciskać, ponieważ z jednej pompki jest bardzo mała ilość, nie wiem czy wystarczyłaby nawet na nałożenie go pod oczy.

2. Clinique, Superbalanced Makeup, 05 Vanilia - wg producenta: lekki, beztłuszczowy podkład. Nawilża, absorbuje tłuszcz i utrzymuje równowagę skóry. Pokrycie średnie do całkowitego. Według mnie krycie jest raczej średnie, może z tendencją bardziej do całkowitego, niż do żadnego, ale jednak zdecydowanie krycie średnie. Jest rzeczywiście lekki i nawilża skórę, jednak nie zauważyłam żeby absorbował tłuszcz, niestety mi spływał z twarzy dość szybko. Lubię go używać ze względu na to, że jest lekki i nie tworzy maski na twarzy, jednak trzeba pod niego nałożyć krem matujący, to zdecydowanie wydłuża jego żywotność na twarzy. Ogólnie uważam, że jest w porządku, ale nie robi tego co jest chyba jego podstawową cechą, czyli nie absorbuje tłuszczu.

3. GARNIER, BB Cream Miracle Skin Perfector, 03 Medium - nie jest to podkład, ale warto także jego ująć w tym zestawieniu. Dla cery tłustej jest beznadziejny, podobno nowsza wersja stworzona właśnie dla tego typu cery jest dużo lepsza. Krem ma tylko dwa odcienie, jeden jest za jasny, drugi za ciemny. po chwili wszystko spływa z twarzy. Cera się bardzo mocno świeci i wygląda strasznie :P. Zdecydowanie nie polecam dla kogoś z tłustą cerą.

4. Estee Lauder, Double Wear Light, Intensity 3.0 - świetny ! Jeden z moich ulubionych. Jest lekki, dobrze kryje, nie tworzy maski, jest bardzo trwały, nie spływa z twarzy. Dobrze współgra z pudrem. Nie ma co więcej mówić na jego temat, po prostu bardzo dobry podkład na każdą okazję i chyba każdą cerę. Polecam !

5. i 6. REVLON, PhotoReady, 008 Golden Beige i 005 Natural Beige - bardzo lubię te podkłady. Mam tłustą cerę i szybko zaczyna się świecić, a dzięki tym podkładom mam to pod kontrolą ;). Już dawno przestałam szukać sposobu na zmatowienie skóry, stwierdziłam, że lepiej zacząć się rozświetlać. Dużo dobrych opinii słyszałam o Colorstay, a wtedy właśnie pojawił się PhotoReady, więc postanowiłam, że właśnie jego wypróbuję ;). Od razu go pokochałam. Podkład zawiera maleńkie drobinki, które rozświetlają cerę. Nie są one raczej widoczne, chyba, że w dużym słońcu. Krycie nie jest jakieś szczególne, ale dzięki właśnie tym drobinkom, które odbijają światło okazuje się, że krycie jest jednak bardzo dobre i nie widać lekko podpuchniętych oczu czy czerwonych krostek na twarzy. Bardzo dobrze wtapia się w skórę, nie tworzy maski, nie wchodzi w zmarszczki czy pory. Do tego jest bardzo lekki i w ogóle nie czuć go na twarzy. W gorące letnie dni troszkę spływa z twarzy. Bardzo fajnie komponuje się z pudrem. Tutaj jeszcze plus za pompkę, która jest porządna i daje sporą porcję produktu. Mój ulubiony podkład - niedrogi i bardzo dobry ;).

7. Rimmel, Wake Me Up, 200 Soft Beige - zostałam skuszona efektem rozświetlenia i kompleksem witamin. No cóż... oprócz zapachu chyba nie ma nic ciekawego w tym produkcie. Podkład tworzy lekką maskę na twarzy, w ogóle nie komponuje się z cerą, po niedługim czasie zaczyna spływać. Nie polecam ! Do tego opakowanie, a raczej pompka jest tandetna i mam wrażenie, że nie da rady do końca podkładu...



 Pisząc to, przypomniał mi się mój ulubiony produkt sprzed kilku lat, a mianowicie MaxFactor Miracle Touche. Bardzo go lubiłam. Pamiętam, że był bardzo leciutki i dawał fajny, naturalny efekt. Krycie było średnie. Nie podkreślał suchych skórek, lekko nawilżał. Naprawdę bardzo przyjemny produkt :). Może któraś z was używała i pisała recenzję, jeśli tak to zamieśćcie ją w komentarzu, jestem ciekawa jakie są wasze opinie na jego temat, bo ja już dawno go nie używałam :). 

 A Wy używacie podkładów ? Jeśli tak to jakich ? Miałyście coś z tego powyżej ? Jak wasze wrażenia ? :))

Pozdrawiam ! 

poniedziałek, 5 listopada 2012

Aktualne tusze do rzęs

 Początkowo miał to być post o tuszach do rzęs i podkładach, jednak gdy napisałam o tuszach stwierdziłam, że już tego za dużo i postanowiłam temat podkładów poruszyć w kolejnym poście ;). Póki co możecie zobaczyć je w tle zdjęcia. Myślę, że napiszę o nich najpóźniej do środy, więc jakby któraś była zainteresowana to zapraszam w przeciągu dwóch dni ;).


Według zdjęcia od lewej:

1. Avon, Super Drama - mi ten tusz nie przypadł do gustu. W ogóle nie odpowiada mi szczoteczka, która nie ma zwykłego włosia, a jest jakby wachlarzowa. Konsystencja tuszu także mi nie odpowiada, uważam, że jest zbyt rzadka. Do tego jeszcze kolor jest mało czarny. Efekt na rzęsach nie jest taki zły jakby mogło się wydawać, jednak nie zachwyca. Szczoteczką trzeba nauczyć się posługiwać. Mi rzęsy wychodziły czasem ładnie rozczesane, a czasem totalnie posklejane. Z każdą kolejną warstwą było zazwyczaj coraz gorzej. Wiem, jednak, że są osoby, którym ten tusz bardzo odpowiada i efekt na rzęsach jest naprawdę bardzo fajny. Dlatego jeśli ktoś lubi takie ciekawostki jak ta dziwna szczoteczka to warto go spróbować.



2. L'Oreal, Extra-Volume Collagene Waterproof - wodoodporna wersja mojego ulubionego tuszu. Muszę przyznać, że jest bardzo słaba. Mocno skleja rzęsy, tusz jest bardzo rzadki, długo wysycha i brudzi wszystko wokół oka. Szczoteczka też wydaje mi się jakby trochę inna, ale może to takie wrażenie ze względu na całkowicie inną konsystencje tuszu. Ogólnie efekt jest bardzo słaby, a na pewno nie taki jakiego można się spodziewać, gdy używało się wcześniej podstawowej , niewodoodpornej wersji. Zdecydowanie nie polecam. Lepiej kupić sobie coś tańszego, a najlepiej w ogóle nie korzystać z wodoodpornych wersji tuszy, które wpływają dość negatywnie na nasze rzęsy.


3. MaxFactor, 2000 Calorie - klasyka. Tu nie trzeba dużo pisać, bardzo dobry tusz w przyjemnej cenie. Szczoteczka z gęstym włosiem, niesilikonowa ;), nakłada odpowiednią ilość tuszu. Daje efekt pogrubionych rzęs, nie skleja ich. Zauważyłam tylko, że nieco szczypią mnie oczy, gdy odrobina tuszu mi się do nich dostanie. Ogólnie jest trwały, jednak zmywając go zauważyłam, że jest bardzo podatny na zmywanie, więc w deszczu lub śnieżycy może nie być najlepszym wyborem, chociaż mi się jeszcze nie zdarzyło, żeby rozpuścił mi się na oczach pomimo, że mam tendencję do łzawienia oczu. Ja jak najbardziej go polecam, szczególnie gdy mamy ograniczone fundusze, ponieważ jego cena waha się w różnych promocjach między 20, a 25 zł, co chyba jest niewiele jak za tak fajny tusz :).


4. MaxFactor, Xperience - obecnie jeden z moich ulubieńców. Daje bardzo fajny naturalny efekt. Rozdziela rzęsy, wydłuża je i dodatkowo jeszcze lekko pogrubia. Jest bardzo trwały i bardzo łatwy w aplikacji. Posiada silikonową szczoteczkę podobną do tej z MasterpieceMAX, jednak ta w Xperience jest troszkę mniejsza. Porównanie znajduje się na zdjęciu poniżej, przy opisie Masterpiece. Uważam, że nadaje się zarówno w ciągu dnia, dając baaardzo naturalny efekt, jak i na wieczór stosując dwie lub trzy warstwy, dzięki którym rzęsy są mocno pogrubione i mocno czarne.

5. MaxFactor, MasterpieceMAX - zdecydowanie jeden z najlepszych tuszy. Świetnie wydłuża, raczej nie pogrubia. Nie wiem co więcej napisać, bo po prostu jest bardzo dobry, długo się trzyma na rzęsach, nie skleja ich nawet przy kolejnych warstwach.


 Z tuszy powyżej, jak można wywnioskować, używam tylko tych z MaxFactora. Uważam, że są naprawdę świetne i należą do moich ulubieńców, każdy z nich jest inny i każdy spełnia moje oczekiwania. Często zamieniam szczoteczki, dlatego też nie dodałam zdjęć z efektem na rzęsach, bo obecnie byłoby to niemiarodajne, ponieważ tusze już się pewnie całkiem pomieszały ;). Oprócz tych trzech zawsze lubiłam także L'Oreal Collagen +. Dawno go nie miałam, ale efekt na moich rzęsach po tym tuszu był naprawdę świetny ! Piękne, grube rzęsy, aż nie mogłam się na nie napatrzeć ;). Dlatego też kupiłam jego wodoodporną wersję, ale to był jeden z większych błędów kosmetycznych jakie popełniłam :P. Teraz już wiem, że nie warto kupować żadnego tuszu wodoodpornego, a na wakacjach lepiej dać odpocząć rzęsom i kupić sobie bezbarwną odżywkę, która też potrafi dać przyjemny efekt na rzęsach, a dodatkowo je odżywi i nawilży.

6.11.2012
 Jeszcze zapomniałam wspomnieć o jednym z tuszy, który też polubiłam, a był to Lancome Virtuose. Naprawdę bardzo ładnie wydłużaj, podkręcał i lekko pogrubiał rzęsy. Najważniejsze było jednak to, że trzymał się bardzo długo, był najtrwalszym tuszem jaki kiedykolwiek miałam. Trzymał się bez problemu kilkanaście godzin i nigdy mi nie spłynął. W momencie, gdy miałam go na rzęsach tylko 3-4 godziny miałam w ogóle problem, żeby go zmyć ! Jeśli ktoś szuka mega trwałości to na pewno go polecam. Ciekawa jestem czy inne tusze od Lancome też są takie trwałe, jeśli macie jakieś doświadczenia to piszcie ;).

 A jakie są wasze ulubione tusze ? Używałyście któregoś z powyższych ? Jakie są wasze wrażenia ? :)

Pozdrawiam ! ;)

środa, 31 października 2012

Śródziemnomorska oliwa z oliwek i kwiat pomarańczy Planet Spa - AVON

 Dzisiaj postanowiłam napisać o serii Planet Spa Śródziemnomorska oliwa z oliwek i kwiat pomarańczy. Wypróbowałam nawilżające masło do ciała i peeling. 


  Masło znajduje się w płaskim, okrągłym pojemniku, który jest bardzo poręczny i łatwy w użytkowaniu. Konsystencją rzeczywiście przypomina masło, w przeciwieństwie do niektórych balsamów, które nazywają się masłami, a daleko im do nich. Masło jest takie przyjemnie jedwabiste ido tego bardzo ładnie pachnie :).


 Peeling "schowany jest" w miękkiej tubce, która nie sprawia żadnych problemów w używaniu, przynajmniej teraz, nie wiadomo co będzie, jak peeling będzie miał się ku końcowi ;). Na zdjęciu poniżej próbowałam uchwycić konsystencję i wielkość drobinek peelingujących, ale średnio mi się to udało. Może chociaż po wyschniętym produkcie na wieczku widać ziarenka, które nie są ani za duże, ani za małe ;P. Uważam, że są optymalne, nie są też bardzo ostre, ale także nie takie, że ich w ogóle nie czuć ;). 


 Składy (góra - masło, dół - peeling): 


 Przechodząc do recenzji...

 Masło - ma bardzo fajną konsystencję, sam jest aksamitny i taką też pozostawia skórę, bardzo przyjemną w dotyku i widocznie nawilżoną. Skóra jest nawilżona przez cały dzień bez tłustej warstewki, która często się pojawia w produktach pseudo nawilżających. Po aplikacji zapach długo utrzymuje się na skórze, sam zapach jest kwestią subiektywną, mi się podoba, ale z drugiej strony nie jest nadzwyczajnie piękny i zapach na pewno nie będzie czynnikiem, który zadecyduje o kolejnym kupnie tego produktu. Co do wydajności produktu, to szczerze mówiąc nie uważam go za szczególnie wydajny, ale też nie skończy się po kilku zastosowaniach, warto więc go kupić, ale najlepiej w jakiejś promocji, które jak wiadomo są bardzo częste w Avonie ;).

 Peeling - tak jak wcześnie pisałam, uważam, że peeling jest optymalny pod tym względem, że nadaje się dla każdego. Ziarenka są średniej wielkości i nie są zbyt ostre, przez co wydaje się odpowiedni nawet dla skóry bardziej wrażliwej (tak MI się wydaje, ale, że nie mam skóry wrażliwej trudno jest mi mówić na ten temat). Przy korzystaniu lekko się pieni oczyszczając skórę. Po użyciu skóra jest gładka, NIEWYSUSZONA i NIEPODRAŻNIONA ! Bardzo dobrze sobie radzi z włoskami wrastającymi po depilacji. Jeśli chodzi o zapach to ma taki sam jak masło, ale jakoś w peelingu bardziej mi się podoba, nie wiedzieć czemu ;P.

 Ogólnie bardzo polecam oba kosmetyki, świetnie nawilżają skórę, pozostawiając ją gładką przez długie godziny ;). Zapach jest przyjemny i świeży, a w promocji można je kupić za fajną, przystępną cenę ;).

 A Wy, używałyście czegoś z tej serii ? Jaka jest wasza ulubiona seria z Planet Spa ? Macie jakieś ulubione masła do ciała i peelingi, bo ja póki co poszukuję czegoś idealnego dla mnie, więc może coś mi polecicie ? ;)

 Pozdrawiam ! ;)

niedziela, 14 października 2012

Olejki Avon Planet Spa - Relaksujący olejek do kąpieli i masażu ciała Tajski Kwiat Lotosu i Olejek do ciała, włosów, kąpieli i paznokci Turecka Łaźnia Termalna

 Powoli kończy mi się olejek Tajski Kwiat Lotosu, więc postanowiłam go zrecenzować razem z olejkiem z serii Turecka Łaźnia Termalna.


 Oba z tych olejków są przeznaczone do ciała i do kąpieli. Od tego więc zacznę swoją recenzję. 

 Jeżeli chodzi o kąpiel to oba olejki sprawują się w taki sam sposób, podczas kąpieli czuć olejek w wodzie, skóra nie jest wysuszona, a przyjemnie "naoliwiona". Spokojnie można wyjść z wanny i nie bać się o wysuszoną skórę. Wydaje mi się jednak, że olejek Tajski Kwiat Lotosu (ten fioletowy na zdjęciu) ma intensywniejszy zapach i przy okazji dużo ładniejszy ;). Wchodząc do łazienki dużo bardziej intensywnie czułam zapach właśnie Kwiatu Lotosu, a ten z Tureckiej Łaźni nie wypełniał tak intensywnie łazienki. Jednak oba polecam właśnie do takiego używania, a wybór zależny jest raczej od tego, który zapach się komu bardziej podoba ;). Ja zdecydowanie stawiam na Tajski Kwiat Lotosu, którego zapach jest przepiękny (!), a  ten z Tureckiej Łaźni ma jak dla mnie zbyt specyficzny zapach, który nie za bardzo przypadł mi do gustu, ale to już jak wiadomo kwestia subiektywna ;).



 Zdjęcie powyżej prezentuje od lewej Tajski Kwiat Lotosu, a po prawej oczywiście Turecką Łaźnie. Jak widać konsystencją raczej się nie różnią, oba są dość rzadkie jak na olejki, jednak gdy używałam je jako olejków do ciała zauważyłam, że ten z Tureckiej Łaźni jest bardziej tłusty, a przynajmniej zostawia bardziej tłustą warstwę na ciele. Wiadomo, że olejek nie wchłania się do końca i zawsze zostawi tłustą warstwę na ciele, jednak w przypadku tego z Tureckiej Łaźni uważam, że jest to zbyt tłusta warstwa. Może to dlatego, że przyzwyczaiłam się już do Tajskiego Kwiatu Lotosu, dzięki któremu skóra jest lekko natłuszczona, ale nie przetłuszczona! 
 Podsumowując, uważam, że po olejku z Tureckiej Łaźni skóra jest lekko przetłuszczona i ja na pewno nie będę go więcej używać do ciała, bo zdecydowanie bardziej pasuje mi Tajskie Kwiat Lotosu, który świetnie nawilża skórę. Długo nie mogłam sobie poradzić z przesuszoną skórą, jednak dzięki temu olejkowi bardzo szybko sobie z tym poradziłam i tak naprawdę nawet nie musiałam używać go codziennie, bo skóra spokojnie była nawilżona przez dwa dni ;). Do tego przepięknie pachnie ! Naprawdę polecam ! Zdecydowanie lepszy od swojego odpowiednika w serii Łaźni Tureckiej !
 Porównując te dwa olejki w przypadku stosowania ich w kąpieli i do ciała zdecydowanie wygrywa Tajski Kwiat Lotosu, ze względu na swój piękny zapach (ten z Tureckiej Łaźni wydaje mi się trochę męczący...), a także efekty jakie daje stosując go do ciała, jednak olejek z Tureckiej Łaźni ma także inne zastosowania, o których poniżej ;).
 Olejek z Łaźni Tureckiej ma także zastosowanie jako olejek do paznokci i do włosów. Szczerze mówiąc nie używałam go jako olejku do paznokci, ponieważ mam je cały czas pomalowane, a w ogóle jakoś trudno było mi znaleźć czas na to, żeby posiedzieć z olejkiem na paznokciach. Sprawdziłam jednak ten olejek na włosach i uważam, że właśnie takie powinien mieć przeznaczenie, bo w tym sprawdza się naprawdę świetnie! Używam go co kilka dni na mokre włosy rano. Nakładam na nie ręcznik, żeby olejek się wchłonął i tak sobie z nim chodzę przez jakieś 20/30 min. Następnie normalnie myje włosy. Już podczas mycia czuć, że włosy są dużo bardziej miękkie. Nie stosuję już później żadnych specyfików do włosów i suszę je jak zwykle. Po wyschnięciu włosy są miękkie i lśniące, nie puszą się i są świetnie wygładzone. Są przepiękne, łatwe w ułożeniu i nie przetłuszczają się, co jest bardzo istotne ! Naprawdę olejek jest świetny i daje super efekty ! Warto go wypróbować ! Jedyny minus jest taki, że jest bardzo rzadki przez co jak nakłada się go na mokre włosy trudno wyczuć czy jest już go wystarczająco, ale że później się go zmywa to chyba nie da się go nałożyć za dużo ;).
 Jeżeli chodzi więc o olejek z Łaźni Tureckiej uważam, że najlepiej stosować go jako olejek do włosów, do tego najbardziej się nadaje i daje najlepsze efekty. Jako olejek do kąpieli czy do ciała też się sprawdzi, jednak można znaleźć lepsze produkty od tego, jak np. Tajski Kwiat Lotosu. Jeśli jednak chodzi o olejek do włosów to naprawdę polecam i uważam, że w ofercie Avonu nie znajdzie się lepszego produktu.
 Na koniec jeszcze podam wam składy obu olejków, ja się na nich nie znam, ale może którejś z was to pomoże w wyborze olejku dla siebie ;)

Tajski Kwiat Lotosu
 SKŁAD: SESAMUM INDICUM OIL, ISOPROPYL MYRISTATE, PARAFFINUM LIQUIDUM, PEG-8 DILAURATE, PARFUM, BENZOIC ACID, BHT, TOCOPHEROL.

Turecka Łaźnia Termalna
 SKŁAD: SESAMUM INDICUM (SESAME) SEED OIL, ISOPROPYL MYRISTATE, MINERAL OIL, PEG-8 DILAURATE, PARFUM, BENZOIC ACID, BHT, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, AMBER EXTRACT, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT EXTRACT, TOCOPHEROL.

A Wy, używałyście któregoś z tego olejków ? Jak wasze opinie ? Który według Was jest lepszy ? :)

Pozdrawiam ! ;)

środa, 10 października 2012

Avon Planet Spa Turkish Thermal Baths - Maseczka do twarzy z Glinką

 Dzisiaj postanowiłam, że napiszę pełną recenzję maseczki z nowej serii Planet Spa z Avonu. Pierwsze wrażenia z testowania całej serii możecie przeczytać TUTAJ. 


 Jeśli chodzi o wygląd i wygodę stosowania to maseczka jest zamknięta w typowej dla Serii Planet Spa tubce, która jest bardzo miękka i łatwa w zastosowaniu, jednak jak już wiem z doświadczenia na końcu trzeba ją rozciąć, ponieważ na brzegach tubki zostaje jeszcze sporo maseczki, której na pewno starczy na jedną, a nawet więcej aplikacji. W przypadku tej maseczki może być jednak problem z rozcięciem, ponieważ jest to maseczka z glinką, co oznacza, że bardzo szybko wysycha, ale może jak dostatecznie są zabezpieczymy nie będzie tak źle ;). 




 Maseczka ma bardzo przyjemną konsystencję, delikatny zapach i kolor widoczny na zdjęciu powyżej. Bardzo łatwo się ją rozprowadza i nie stwarza żadnych problemów przy aplikacji.


 Zdjęcie powyżej przedstawia maseczkę w każdym stadium :P jej wysychania, tam gdzie najmocniejszy kolor, tam wiadomo, maseczka najbardziej mokra. Wraz z upływem czasu maseczka robi się coraz bielsza. 
 Maseczka zasycha bardzo szybko, podobnie jak wszystkie inne maseczki z glinką (przynajmniej ja mam takie doświadczenia ;)). Używając zielonej glinki spryskiwałam sobie twarz wodą lub kładłam na twarz wilgotną gazę. W przypadku tej maseczki tego nie próbowałam, ponieważ wg producenta powinno się ją trzymać około 5 minut, więc tego się trzymałam ;).
 Pomimo wyschnięcia maseczki, nie ma problemu z jej myciem, co często zdarza się w tego typu produktach.





SKŁAD: AQUA, HYDRATED SILICA, ETHYLHEXYL PALMITATE, PROPYLENE GLYCOL, GLYCERIN, ISOCETETH-20, COCAMIDOPROPYL BETAINE, TITANIUM DIOXIDE, XANTHAN GUM, PHENOXYETHANOL, PARFUM, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, DIMETHICONE, DISODIUM EDTA, MENTHYL LACTATE, MOROCCAN LAVA CLAY, AMBER EXTRACT, OLEA EUROPAEA (OLIVE) FRUIT EXTRACT, POTASSIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, CITRIC ACID, CI 77491, CI 77492, CI 77499.

 Przy pierwszym użyciu nie zauważyłam żadnych efektów, jednak tak jak pisałam we wcześniej wspomnianym poście, związane to było raczej  z użyciem nieodpowiedniego kremu itp.  Użyłam ją jednak od tego czasu jeszcze kilka razy i uważam, że maseczka jest naprawdę świetna.
 Po użyciu maseczki skóra jest gładka, miękka w dotyku, a przede wszystkim jest świetnie oczyszczona. Nie sądziłam szczerze mówiąc, że po maseczce z Avonu mogę poczuć naprawdę oczyszczoną i zdrową skórę. Warto więc przed jej użyciem zastosować peeling, który pomoże nam w tym, aby jeszcze lepiej oczyścić naszą twarz ;). Dzięki maseczce zauważyłam także, że kremy o wiele lepiej się wchłaniają i nawet krem, który zawsze wydawał mi się bardzo słaby okazał się nagle całkiem dobrym produktem ;).
 O dobrym produkcie nie ma się co rozpisywać. Dobrze się nakłada, łatwo zmywa, ma delikatny zapach, a do tego jeszcze naprawdę super oczyszcza i powoduje, że działanie kremu jest jeszcze lepsze. Ja zdecydowanie polecam i sama na pewno jeszcze wrócę do tej maseczki!
 Jedyne co jak dla mnie jest na minus to prędkość wysychania maseczki. Ja uwielbiam połazić sobie po domu z maseczką na twarzy, a tutaj nie mam na to zbyt wiele czasu ;). Ale to jest tylko taki mój osobisty minus, ponieważ wiem, że większości pewnie to pasuje, a w ogóle takie są uroki maseczek z glinkami i tego typu rzeczami ;).

 A wy próbowałyście już czegoś z tej serii? Może tej maseczki? :) Jak wrażenia ? :)

Teraz w ramach małej reklamy. Mam do sprzedania kilka rzeczy, może któraś będzie zainteresowana: ASOS, Mango, Emu, Vero Moda... ;).

Pozdrawiam ! 

środa, 3 października 2012

Avon Planet Spa Turkish Thermal Baths - Pierwsze Wrażenia

 Wczoraj odebrałam paczkę z Avonu, więc to oczywiste, że dzisiaj wypróbowałam już cały zestaw kosmetyków Planet Spa Turkish Thermal Baths ;). Chciałam więc podzielić się z wami moimi pierwszymi spostrzeżeniami. Pełną recenzję wystawię dopiero po pewnym czasie używania.
  

 To co mnie najbardziej ciekawiło i skłoniło do zakupu tego zestawu było Czarne Mydło (na zdjęciu w środku). Niestety póki co nie jestem w stanie nic powiedzieć na temat tego produktu. Zdecydowanie trzeba go przetestować w dłuższym czasie. 
 Jeśli chodzi o jego konstystencję to przypomina błoto. Najbardziej mi się kojarzy z błotem/minerałami z Morza Martwego. Ma bardzo przyjemny zapach, który jednak znika po myciu. Jedyne co póki co mogę powiedzieć, że mi się podobało to to, że myjąc się nim można się poczuć jak w prawdziwym SPA podczas zabiegów błotnych :P.
 Spostrzeżenia po myciu? Miękka i przyjemna skóra, zobaczymy jednak co będzie później, bo pokładałam w tym mydle duże nadzieje, a póki co sama nie wiem co o nim myśleć. Zdecydowanie potrzebuję więcej czasu, ale początek mogę uznać za dość przyjemny.

 Kolejnym produktem jest Maseczka do twarzy z Glinką (po prawej stronie). O tym produkcie najmniej potrafię powiedzieć, ponieważ nie zauważyłam żadnego efektu po jej użyciu, jednak myślę, że po prostu za krótko ją trzymałam i później użyłam nieodpowiedniego kremu, dlatego muszę ją jeszcze wypróbować.

 Ostatnim już produktem jest Olejek do ciała, włosów, paznokci i kąpieli. Użyłam ją na razie jako olejek do ciała i do włosów. W tym pierwszym przypadku uważam, że jest w porządku, chociaż zdecydowanie wolę olejek (również z Avonu Planet Spa), ale z serii Tajski Kwiat Lotosu. Zdecydowanie wolę zapach Kwiatu Lotosu, który także dużo dłużej utrzymuje się na skórze. Do ciała więc na pewno nie będę go używać.
 Miłym zaskoczeniem było jednak użycie tego olejku do włosów. Szczerze mówią nie wierzyłam, że zadziała, a jednak mnie zaskoczył ;). Według instrukcji użyłam go rano na wilgotne włosy i wmasowałam w skórę głowy i włosy. Następnie nałożyłam ręcznik i trzymałam go około 20/25 minut. Później umyłam normalnie włosy. Po wysuszeniu włosy są miękkie i lśniące, nie musiałam ich rozczesywać, są gładkie i przyjemne w dotyku. Jutro okaże się czy włosy się nie przetłuszczają, jednak dla mnie to nie problem, bo i tak myję włosy codziennie ;). 
 Ten olejek póki co jest moim ulubieńcem z tej serii, ale oczywiście, żeby móc powiedzieć coś konkretnego trzeba jego, jak i inne produkty wypróbować w trochę dłuższym czasie ;).

 A Wy próbowałyście może już nową serię Planet Spa? W ogóle lubicie te kosmetyki?

Pozdrawiam i zapraszam do czytania innych postów ! ;)